Pages

Tuesday, 24 May 2022

- 1 - ’’ Gdzieś w Nowym Yorku ’’

                                               

                                                           # Witam na moim blogu. 

                                                             Jestem <Crazy Angel>

  To był moj pierwszy blog '' somewhere in ny '' na stronie która już od bardzo dawna nie istnieje, mineła parę lat za nim zabrałam się w końcu, żeby ulepszyć to opowiadanie. Więc w końcu to zrobiłam, i tak zaczynam od pierwszego rozdziału. To opowiadanie nie jest za długie ale jako pierwsze z moich opublikowanych opowiadań w całości chiałabym się podzielić. Na koniec zapraszam do komentowania. Powiedzicie co was ciekwiło, czy było tam coś nie tak, sama wiem że po pierwszym przeczytaniu nie dostrzega się wszystkich błędów. 

                                              Zapraszam i z góry dzięki :) 

                                                      

                                       


                                                       Rozdział 1

                                                   

                                       ’’ Gdzieś w Nowym Yorku ’’


W dzielnicy Midtown na 80 Columbus Circle tuż przed pierwszą w nocu. W tym przypadku pewna dziewczyna przepychała się przez tłum ludzi którzy chodzili od baru do baru czy restauracji czy nocnych klubów. Ludzi którzy chcieli się bawić całą noc.

Uciekała przed jakimś zamaskowanym chłopakiem i do tego w kapturze. Dziewczyna miała włosy koloru lekko złotawe i rozpuszczone za ramiona, była ubrana w luźną koszulkę o turkusowym kolorze, z prawego ramienia sunęło jej się ramiączko koszuli i było już widać ramiączko od stanika i jej odkryte ramie, do tego bardzo krótkie dżinsy i czarne sportowe buty. Co chwile obracała się, czy nie dogania jej gdy zobaczyła, że jednak ugrzązł między ludźmi. Ruszyła biegiem przed siebie, akurat zrobiła się luka więc miała większe szanse na ucieczkę. Wbiegła do hotelu Mandarin Oriental który znajdował się po jej lewej stronie ulicy gdzie była. Biegła do windy i nie zwróciła uwagi, że on już był przy recepcji i z kimś gadał. Zakryła dłońmi twarz, jednak winda jeszcze nie ruszyła, bo akurat wszedł zamaskowany chłopak. Nacisnął na 107 piętro, drzwi od windy które się zamknęły i ruszyła po woli do góry. Była przerażona ale i tak musiała spojrzeć na niego kątem oka przez swoje dłonie, wpatrywał się w zamknięte drzwi, nawet nie drgnął. Spuściła spokojnie dłonie, cofnęła się do tyłu pod samą ścianę windy. Zamknęła oczy i po chwili poczuła czyjąś dłoń na swoim prawym ramieniu.

Dopiero po 5min. drzwi od windy bezszelestnie się otworzyły i poczuła, że pociągnął ją za dłoń do wyjścia, wtedy otworzyła swoje oczy. Nie chciała się nic odzywać, chłopak był o głowę wyższy od niej i był ubrany w ciemne dżinsy, buty nike, na górze natomiast miał ciemno brązową bluzę z kapturem na głowie, więc nie widziała nawet jego włosów, a na twarzy widniała ta maska. Otworzył drzwi od pokoju i oboje weszli, puścił ją i zamknął drzwi na klucz od środka. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju z wielkim łóżkiem na środku, obróciła się do niego nagle, gdy zdążył już zdjąć bluzę i tą maskę.

- David ?! – krzyknęła do stojącego przed nią chłopaka o ciemno brązowych włosach.

- Majka, nie denerwuj się – zaczął śmiejąc się z niej. Po pchała go i obróciła się tyłem do niego, podszedł bliżej obejmując ją od tyłu.

- najadłaś się strachu, wiem, a po drugie to zachowałem się jak dzieciak, przepraszam – powiedział powoli.

- zostaw mnie – odpowiedziała zimnym głosem zmieniając temat, ściągnął z jej tułowia dłonie i pozwolił jej ruszyć. Szybko zamkneła się w łazience, - matko, dlaczego on, - w głowie jej buzowało od alkoholu, - a może dobrze, bynajmniej wiesz że nie zrobi nic … - tu musiała się zastanowić, bo to co się stało przed chwilą w ogóle to mądrej rzeczy nie należało, zmarszyła brwi - … ale nie zrobi mi nic złego. - przetarła czoło – nigdy więcej tyle drinków – odparła w myślach i wzieła się żeby w końcu się umyć.

Gdy tylko zakręciła wodę, zaczął dobijać się do łazienki, usiłowała zapiąć swój biustonosz od tyłu, - nie będę spać przy nim rozebrana, - nasuwało jej się pytanie – dlaczego z nim zerwała, poznałaś Marcela, ...wcale nie jest lepszy – jakiś drugi głos w jej głowie się odezwał – znowu przetarła zmęczoną twarz – nie teraz, jestem zmęczona – wymamrotała do siebie, ostatni raz przejrzała się w lusterku i skierowała się do wyjścia.

David stał w przejściu i patrzył się na nią flirciarskim wzrokiem, chciał podejść bliżej.

- nie, proszę daj mi już spokój – nie wiedziała już co powiedzieć, dokładnie to nie miała ochoty na rozmowy z nim teraz, po tym jak ją gonił w tej masce, ponownie nachodziły jej pytania dlaczego z nim zerwała, do tej pory miała w nim najleprzego przyjaciela – przeszła obok niego, zaciskając oczy żeby tylko nie zauważył jej łez, chciał ją złapać za prawą rękę ale nie dała.

- idź do tej łazienki – tylko tyle wydusiła z siebie, szybko przeszła koło łóżka i położyła się z lewej strony pod kołdrą i obróciła się na prawy bok w stronę okna. Jak David wyszedł to udawała że śpi, nie chciała z nim rozmawiać, - bynajmniej nie dziś, - odpowiedziała sobie, on położył się po dr. stronie na plecach i też przykrył się kołdrą. Szybko jednak zasnęli.

Rano Majka jako pierwsza otworzyła zaspane oczy, które przetarła swoją dłonią. Było dopiero po 06:00 spojrzała na jego zegarek który leżał na stoliku z jej strony. Lubiła go, a może nawet nadal go kochała ale jeszcze o tym tak nie myślała, pragnęła być z nim szczera, może jeszcze bardziej go lubię niż mi się wydaje pomyślała patrząc na śpiącego obok chłopaka. Wygląda tak słoto, że mogła bym go zjeść, boże o czym ty myślisz, opanuj się, masz kogoś a jego zostaw, zasługuje na kogoś lepszego - oblała się zimnymi myślami i wstała szybko z łóżka. Musiała iść do pracy, więc ubrała się w swoje ciuchy i wybiegła z jego pokoju, David nawet nie myślał, że opuści go tak szybko.

Wyszła na ulice Nowego Yorku. Machnęła prawą ręką na nadjeżdżającą taxi która zatrzymała się koło chodnika przed wejściem hotelu. Wsiadła do tyłu na siedzenie.

- na 3 West 76th Street proszę – odparła i od razu kierowca ruszył, ale obejrzała się jeszcze na wejście hotelu, czy nikt czasem nie wychodził. Kierowca taxi tylko spojrzał na nią kątem w lusterku.

- ktoś Panią śliedzi? - zapytał wracając wzrokiem na droge.

- nie, nikt mnie nie śledzi, proszę się pospieszyć – odparła szybko obracając się normalnie i oparła się o oparcie, miała wielką ulge, właściwie to zagubienie. Nie była pewna już czy facet z którym była czy to ten właściwy. Od pół roku dziwnie się zaczął zachowywać, częściej wyjeżdrza, nic jej nie mówi. Nie chciała myśleć, że faktycznie ją zdradza.

Przetarła zaspane oczy, nie chciała o niczym myśleć, a jednak przebiła jej się chwila z wczorajszego wieczoru. Wybrała się z koleżankami na drinka, przeciesz jeden drink to jeszcze nie koniec świata pomyślała zanim się zgodziła w ogóle wybrać. Nie skończyło się to na jednym drinku, po czym wygadała się o swoim facecie. Oczywiście jej kumpele dały jej do zrozumienia że on ma inną, nie chciała ich słuchać. Po czym musiała się przejsć od stolika do baru gdzie nie poznała Davida, a dokładnie to chciała iść do toalety, tylko kierunki pomyliła. Wypiła może troszke za dużo, wpatrywała się w niego.

- czy my się znamy – zapytał pierwszy przymrużając swoje oczy, wiedział że tak, przeciesz na studiach chodzili razem, ale coś nie wyszło, pomimo tego darzył ją wielkim uczuciem. Nikt jak ona go nie rozumiał. Nie wie dlaczego to się wszystko posypało.

- chyba tak… - odparła, - chyba jesteś … - urwała, bo jej kumpele przyszły po nią. Zagadyjąc śmieszne rzeczy, jak to że zaczeła podryw, albo że poszła na łowy. Posiedziały jeszcze chwile a na koniec oznajimiła że wróci sama do domu. A skonczyło się że najpierw się zgubiła – Majka, gdzie ty jesteś…, gdybyś nie piła tyle ...a juro do pracy trzeba wstac… - gadała sama do siebie. Zajeło jej chwile i już wiedziała gdzie jest i nagle wyszło że zaczeła uciekać przed kimś.

……………………………...

Pochwili taxi zatrzymała się, Majka po raz kolejny ziewneła - jakiś koszmar – wymamrotała i wręczyła kase kierowcy, który obrócił się jak by słyszał jej mamrotanie.

- długa noc ? - zapytał tak patrząc na nią.

- dokładnie tak, dzięki – szybkim ruchem wysiadła na chodnik przed budynkiem gdzie mieszkała w tym wielkim mieście.

Wyszła wreszcie na 6ste piętro, lekko się zadyszała.

- znowu nie naprawili tej głupiej winy, - prawie na głos wypowiedziała swoją myśl, bo aż jedna z jej sąsiadek popatrzyła się na nią ze zdziwieniem jak przechodziła koło niej idąc w dół.

- ale to prawda, mogłi by naprawić – odparła do sąsiadki.

- a no prawda dziecino – stwierdziła starsza kobieta.

W końcu podeszła do swoich drzwi, przekręciła dwa razy na prawo kluczykiem, wyciągnęła i szybko nacisnęła na klamkę. Po prawej str. tuż przy drzwiach na ścianie zewnętrznej są wieszaki na kurtki, a na podłodze nie duży dywanik na buty dla gości. Natomiast na wprost od drzwi wejściowych i na prawo miała szerokie korytarze, które prowadziły do salonu. Korytasz na wprost prowadził przez kuchnie. Raz jeszcze po lewej od wejścia ma pokoik gdzie najczęściej pracuje, miała biurko które przy oknie na wprost, a do tego dużo półek przy ścianie z jej potrzebnymi rzeczami do pracy i do tego na biurku był jej laptop.

Wejście z korytarza do kuchni jest węższe od strony salonu, nie ma tam żadnych drzwi tylko jest pusta wnęka do tego mały schodek. W kuchni na prawo jest dużo miejsca gdzie znajdują się wszystkie półki, szafki, lodówka, kuchenka, mikrofalówka i tego typu potrzebne urządzenia. Do salonu nie ma ściany tylko jest prostokątny blat używany jako stół, na dole są szafki w kuchni, a od salonu wysokie krzesła. Od kuchni na lewo na ścianie zewnętrznej już w salonie są duże z grubego szkoła okna do tego są białe zasłony po bokach. Wejście do salonu trzeba zejść jednym schodkiem na dół, a od korytarza jest na równym poziomie. Salon jest dużym prostokątnym pokojem, na wprost z korytarza są schody na górę które skręcają na lewo. A w kącie na prawo w salonie od ściany schodów jest jej ulubiony wiszący na grubym łańcuchu fotel. Zawsze w nim czyta książki. Ma dwie wbudowane półki od podłogi az do sufitu, gdzie trzyma swoje książki. Jest telewizor duży plzmowy, duży biały narożnik i oczywiscie nie zaduży prostokątny szklany stolik, podspodem zawsze ma swoje gazety i takie tam inne rzeczy.

Na podłodze jest biała wykładzina jak i na korytarzach, tylko w kuchni jest guma. Na górze nad salonem są barierki żeby nie spaść na dół, korytarz prowadzi zakrętami jak kwadrat, dopiero nad kuchnią na prawo jest korytarz który prowadzi do dwóch sypialni. Jedna jest po lewej dla gości, a po prawej jest jej sypialnia. Na podłodze tak samo jest biała wykładzina i w pokojach. Oba pokoje są w kształcie prostokąta. W jej sypialni wejście do łazienki jest po prawej a garderoba z lewej. Jej podwójne łóżko jest od str. Łazienki. Okna są duże takie jak w salonie i do tego z czarnego materiału zasłony.

Przeszła przez korytarz na prawo prosto do salonu, położyła klucze i swoją komórkę na blacie od kuchni i włączyła stacjonarny telefon. ’’masz cztery nie odebrane wiadomości’’ usłyszała kobiecy głos.

’’ o to pierwsza wiadomość: - ’’cześć siostra, to podaj wreszcie swój adres, to może do ciebie wpadnę kiedyś, odezwij się, okej to trzymaj się. O to dr. Wiadomość ’’. - przy okazji Maja usiadła na jednym z wysokich krzeseł i wpatrywała się w ten telefon. - ’’ ... hej kochana to ja Emma, wiesz w sobotę jednak możemy się spotkać, mam wolną, cieszę się że dobrze ci się tu wiedzie, to zadzwoń, pa. O to trzecia wiadomość - ’’... witaj córuś, mam nadzieje że skończyłaś już projektować te sukienki, to ja potem zadzwonię jeszcze raz. - ’’ O to czwarta wiadomość - ’’... z tej strony Marcel, przepraszam cię za tam to, naprawdę, nie możemy się jednak zobaczyć, do zobaczenia w następnym tygodniu, pa kocham cie. ’’

Telefon się wyłączył, a ona nadal siedziała i gapiła się w pustą przestrzeń. - ‘’...pa kocham cię’’ - bardzo ciekawe, pewnie znów się z kimś obściskuje, a potem znów będzie przepraszał, ile razy mam tego słuchać pomyślała z irytacją, nie mogę siebie tak traktować, jęśli to prawda to będzie koniec – mówiąc sobie w głowie popatrzyła wreszcie na zegarek który pokazywał za 20 do 8 godziny.

- cholera – przeklneła, złapała szybko za komórkę i szybko ruszyła na schody do swojej sypialni. Telefon położyła na łóżko, a sama otworzyła drzwi do garderoby. Przebrała się w ciemną granatową spódnice taką trochę powyżej kolan z małym rozcięciem z tyłu, na biustonosz ubrała ze śliskiego materiału koszulkę koloru ciemnego fioletu z kołnierzykiem i zapinaną na guziki, a na to żakiet tego samego koloru co spódnica i czarne wkładane szpilki. Włosy tylko rozczesała i nałożyła lekki makijaż. Zaczął zdzwonić jej telefon, podbiegła z powrotem do łóżka, żeby odebrać.

- tak, już idę Peter – odpowiedziała prędko.

- zamówiłem ci taksówkę, pewnie już na ciebie czeka – w tej samej chwili usłyszała trąbienie od taxi, podeszła do okna i zboczyła białą taxi.

- tak, już jest, daj mi 5min. i załatw dla mnie kawę ... – szybko zbiegła schodami w dół i w padła do swojego małego gabinetu, wpakowała parę rzeczy do torby którą zawiesiła szybko na prawą rękę i wzięła jeszcze folder z biurka. W biegu jeszcze wróciła po kluczyki do mieszkania. Zamknęła je i zbiegła schodami w dół.

- i masz dziś spotkanie z klientem, ma na imię Rebecca... – Peter mówił dalej, Majka w tym czasie w siadła do taxi, która od razu ruszyła z pod jej domu.

- i jeszcze, to twoja taxi, będzie cie zawsze wozić – odparł nie przerywając.

- a o której mam to spotkanie ?

- już ci mówię, o 10:00, punktualnie o 10. – powtórzył się

- zaraz będę – odpowiedziała.

Po 15min. taxi zatrzymała się przed pewnymi marmurowymi schodami. Wysiadła i zaczęła po nich wchodzić jak inni ludzie który zmierzali do wielkiego szklanego wieżowca gdzie pracowali. Jej gabinet był na 30 piętrze, jednak szybko wyjechała windą. Miała dwie sekretarki przy wejściu miały swoje biurka, jej gabinet był w głębi i był duży, a przede wszystkim miała wspaniały widok na miasto. Peter swój gabinet miał na ukos po lewej od jej.

- i zapomniałem, właśnie ustawiają twoją bieżnię.

- to fajnie, już jestem – wyszła z windy, Peter powitał ją otwierając przed nią szklane drzwi.

- dzięki – powitała go jak zawsze z uśmiechem.

- tu twoja kawa – i podał jej kubek gorącej kawy którą kupił na wynos w ich restauracji na 12 piętrze.

Przeszli szybko do jej gabinetu, gdzie zaczęła wyciągać potrzebne papiery do pracy. Usiadła na swoim fotelu i zabrała się za podpisywanie czegoś, do tego popijała swoją gorącą kawę. Miała parę spraw do ogarnięcia, z pozostałych spotkań z klijentami. Została prawnikiem jak kiedyś jej ojciec. To nie bło tak że to była decyzja jej ojca, sama chciała pomagać ludzią. Co prawda jej rodzice się rozwiedli parę lat temu. Tego nie rozumiała, całe życie praktycznie przeszli razem. A tu dwa lata temu mama jej oznajmia że się rozwodzi, że nie ma zamiaru słuchać jej ojca, skoro woli młodszą. Majka nie mogła w to uwierzyć, zawsze miała dobry kontakt z ojcem tak samo.

Postanowiła że znajdzie sobie faceta co nie będzie jej zdradzał, ale kiedy oznajmiła przyjaciółce o paru rzeczach który normalny kochający facet by nie zrobił czegoś takiego. Nie wiedział tylko jak za to wszystko się zabrać. Miała dość pracy którą lubiła, a jej facet ciągle był gdzieś indziej. Nie miała kiedy z nim porozmawiać. Wzieła ponownie kubek kawy i obróciła się w stronę okna – teraz albo nikgy – pomyślała, - muszę się wziąć za siebie, … Marcel to koniec! – ostatnią myśl wypowiedziała dość głośno ale Peter akurat wszedł zbyt cicho do jej gabinetu a kiedy chciał zapukać w szybę otwartych drzwi, Majka zdąrzyła się obrucić z powrotem do biurka.

- nic nie słyszałeś – odparła szybko do niego.

- oczywiście że nic nie słyszałem – dodał tak samo szybko jak ona.

- o co chodzi? - odparła patrząc na teczke którą trzymał, co w tej samej chwili podszedł blirzej do jej biurka żeby jej podać.

- to są jeszcze zaległe dokumęty które trzeba jeszcze dziś podpisać – odparł a ona wzieła do ręki od niego.

- dzięki, widzimy się potem – odparła zabierając się za teczkę.

- oczywiście – Peter jak to on skinął głową i już go nie było.

Majka chciała się ugryść w język przez tą myśl co wypowiedziała na głos, - Peter nie wygada się, jest jak przyjaciel, zawsze doradzi - po chwili słyszała drugi głos w głowie – ale to facet!, co z tego, nie zna Marcela - Majka już nie chciała o tym, czy o czymkolwiek innym myśleć. Musiała zabrać się za prace, zostało nie całe dwie godziny, a miała prawie kopiec kreta z tych wszystkich dokumentów. Zamkneła oczy na chwilę i wydała z siebie cichy dzwięk – będzie dobrze – po czym otworzyła oczy i zabrała się za papierkową prace.